Mam od kilku dni dylemat - byc z kims z rozsadku czy czekac na "wielka milosc" czy co tam jeszcze moze czlowieka dopasc.
Zaczelam sie z kims spotykac i juz zaluje i wiem, ze nic z tego nie bedzie. To moje drugie podejscie do tego samego faceta, a raczej jego do mnie i niestety z tym samym skutkiem, czyli nic, zupelnie nic mnie nie rusza. Myslalam, ze moze jednak dzien po dniu bede sie do niego przekonywac, ze czasem poprostu potrzeba czasu zeby cos dostrzec w drugiej osobie. Niestety skutek chyba osiegam odwrotny, bo mnie facet z dnia na dzien drazni coraz bardziej i chociaz jest mily, pomocny i na kazde moje zawolanie, to poprostu zaczynam go unikac i zbieram sie w sobie zeby mu powiedziec, ze jednak nic z tego nie bedzie. Bo jednak jakas chemia musi byc miedzy dwojgiem ludzi, musza byc tematy do rozmow, a nie gledzenie o dupie Maryni... Jezeli patrze na drugiego czlowieka i kazdego dnia dostrzegam coraz wiecej jego wad, ktore mnie odpychaja, to wiem ze jakbym sie nie starala to nie dam rady. Tak wiec musze zdobyc sie na szczera rozmowe, bo nie chce postapic tak jak K. ze mna. Swoja droga im bardziej ten obecny niedoszly mnie drazni, tym bardziej tesknie za K. ktory byl zupelnym przeciwienstwem i byl wg mnie taki jaki byc powinien, pod kazdym wzgledem. Brakuje mi codziennych rozmow o wszystkim i o niczym, spontanicznosci, lezenia na kanapie i wtulania sie w meskie ramiona albo przegadanie calego filmu, bo nie potrafilismy przestac. Brakuje mi tego blogiego spokoju, ktory czulam bedac z K.
Chyba nie pozostaje mi nic innego jak byc sama i liczyc wylacznie na siebie.
Nadal sie zastanawiam czy to ja mam nierowno pod deklem jesli chodzi o czystosc w domu, czy moja znajoma wraz z mezem na serio mieszkaja w chacie, ktorej blizej do meliny niz normalnego mieszkania...
Uczestnicy dramatu: Ona (25 tydzien ciazy), On (jej maz) i pies (labrador).
Nie wiem od czego by tu zaczac, wiec zaczne od ogolnego zarysu sytuacji.
1.Ona - wiecznie zmeczona (wiadomo ciaza), ale kawy sie nie napije, bo w ciazy nie mozna... Przeziebila sie, bo chodzila pol dnia na deszczu w mokrych butach (bez skarpetek, na gole nogi - koniec grudnia...), kaszle, smarka, wiec mowie zeby wziela paracetamol. Nie wezmie, bo w ciazy nie mozna (dziwne, ze w PL ciezarne moga brac APAP, ktorego glownym skladnikiem jest wlasnie paracetamol...). Ale 2-3 piwa dziennie i prawie paczke fajek na dzien to moze i nie widzi problemu, bo przeciez nie potrafi rzucic. Na moja sugestie, ze przeciez lekarz mowil zeby chociaz ograniczyla sie do 2-5 papierosow dziennie, zeby poszla do przychodni i poprosila o plastry, gumy i inne bzdety pomagajace w walce z nalogiem ( w UK w przychodni dostaje sie to za darmo) - odpowiedz byla jedna - i tak mi sie nie uda, nie potrafie przestac. Spoko, nie mi oceniac, sama mialam w ciazy okresy ze popalalam 1-3 fajki dziennie, bo mnie ciagnelo do nikotyny. Ale nie wypalalam kilkunastu fajek na dobe, a ilosc wypitego piwa przez 9m-cy byla u mnie mniejsza niz u niej w ciagu 2-3 dni... Pytam czy nie wie, ze taka ilosc nikotyny i alkoholu dzien w dzien przez cala ciaze ogromnie zwieksza ryzyko chorob u dziecka, odpowiedz - jej kolezanki palily i pily w ciazy i urodzily zdrowe dzieci, wiec jej dziecku tez nic nie bedzie...
2. Ona - nie pracuje, wiec siedzi w domu. A w domu syf i smrod taki, ze ja to bym sie wstydzila nawet listonoszowi drzwi otworzyc. W domu urzeduje pies, wiec smierdzi, w domu sie pali wiec rowniez smierdzi (na czas naszego pobytu wspanialomyslnie chodzili palic do pierwszego pokoju, ktory non stop byl wietrzony, wiec nie bylo czuc fajek, ale smrodu psa z wykladziny nie da sie wywietrzyc... Kanapy w salonie smierdza psem, bo on na nich spi. Wykladziny czarne, bo po domu wszyscy chodza w butach ( w sumie jest tak brudno, ze co za roznica, ja nosilam klapki a i tak w polowie dnia moje skarpetki byly brudne). Linoleum w kuchni brudne i klejace sie - mopa w domu brak. Jak wlaczalam odkurzacz to ze srodka unosil sie smrod brudnej psiej siersci i trzeba bylo otwierac okno, bo nie szlo wytrzymac. Kuchnia - mala, brudna i zagracona, sprzatalam w niej kilka razy dziennie, a i tak wiecznie byl syf. Pies wychodzil tylko raz dziennie (jak sie mezowi zachcialo z nim wyjsc do parku), a w ciagu dnia zalatwial sie na niewielkim betonowym podworku, z ktorego sprzatali kupy i ktore smierdzialo psimi sikami... Po calym domu walaly sie czyste i brudne ciuchy - na kanapach, na podlodze, pod kanapa, w lazience, w ich sypialni szafa byla prawie pusta, za to wokol lozka byly stosy ubran roznej swiezosci. Wszystkie kwiatki w domu byly przesuszone tak, ze nie szlo ich podlac, bo ziemia byla jak kamien i wszystkie gubily liscie.
3. Jak juz wspomnialam Ona w ciazy i za 4 m-ce urodzi im sie pierwsze dziecko. Nie maja jeszcze nic kupione dla malucha (spoko maja czas), z kasa im sie nie przelewa (jakbym wydawala tygodniowo minimum 40 funtow na samo piwo, to tez bym marudzila ze na nic nie mam kasy; w sumie to ja nawet tyle nie mam tygodniowo na jedzenie...). Po swietach poszli na miasto, bo duzo obnizek i Ona musi sobie kupic kurtke zimowa bo za chwile w swojej sie nie zapnie, jakies cieple bluzy i buty sportowe (mowilam jej ze na 20cm koturnie raczej niezbyt bezpiecznie jest chodzic w ciazy). Wrocili - z siatka piwa, bluza, spodniami i PS3 + gry za grubo ponad 200 funtow. Z pieniedzy ze slubu kupili sobie "prezent" i cieszyli sie jak male dzieci (Ona 32, On 28-29). Mowie jej, ze to nie bylo rozsadne, bo jak urodzi to bedzie zalowac tego zakupu, bo maz zamiast jej pomagac, to bedzie siedzial i gral (taki typ - wieczne dziecko). Ona mu nie pozwoli, bo On i tak bedzie Jej pomagal...
4. i tu przechodzimy do Jego osoby - ja rozumiem, ze facet, ktory pracuje 8-10h dziennie na budowie, jest styrany jak wraca do domu. Ja rozumiem, ze jego jedynym marzeniem jest usiasc na kanapie, dostac obiad pod nos, gapic sie w tv i miec wszystko gdzies. Ale nie rozumiem, ze facet ma kilka dni wolnego, siedzi na kanapie i to jego ciezarna zona musi sie z tej kanapy zwlec, zeby podac mu piwo, jedzenie czy co On tam sobie zazyczyl oraz zmienic posciel w lozku, bo Jemu poprostu nie chce sie ruszyc. Pytam Jej czemu mu na to pozwala - odp: bo On przeciez pracuje. I Ona naiwna wierzy, ze jak urodzi sie dziecko to On jej bedzie cokolwiek pomagal. Nie pomaga ciezarnej, to i przy dziecku nie pomoze, czego wcale nie ukrywa...
5. najlepsze w tym wszystkim bylo to, ze ciezarna ktora pali jak smok i pije kilka piw na dobe, wyglaszala komentarze na temat zachowania i wychowania mojego dziecka... Nic to, ze wiedziala ode mnie, ze Mlody jest nadpobudliwy, ze ma rozne zachowania kwalifikujace go do badan czy nie jest przypadkiem dzieckiem autystycznym, malo mowi, wiec ma ogromne problemy z komunikowaniem sie; tlumaczylam Jej, ze Mlody jest w obcym otoczeniu nieprzystosowanym dla 4latka z problemami. Dla Niej moj syn jest zlosliwy, niewychowany i nie slucha sie... Ok, nie bede sie wybielac, popelnilam i nadal popelniam mase bledow wychowawczych, ale praktycznie od poczatku wychowuje Mlodego sama ( D. nawet jak z nami byl, to i tak go wiecznie nie bylo - wiadomo facet pracuje), im jest starszy tym jego problemy sa bardziej widoczne, a ja ciagle czekam az mi to moje dziecko wreszcie zdiagnozuja i powiedza jak z nim pracowac i postepowac (kolejna wizyta u pediatry za okolo 2m-ce, na intensywna terapie u logopedy nadal nie wiem ile jeszcze mam czekac, bo wiem tylko ze terminy sa odlegle, a na prywatne wizyty mnie nie stac). Wracajac do tematu, Mlodego interesowalo wszystko co nie powinno. Na poczatku prosilam, zeby to czego nie wolno mu ruszac zeby pochowac, nie zostawiac na widoku, bo dziecko nie rozumie dlaczego np. nie moze ruszac padow do PS3 (nie rozumial czemu u taty moze sie tym bawic, a tu nie moze), dlaczego wszyscy zabraniaja mu ruszac tylu interesujacych rzeczy. Ona po kilku dniach stwierdzila, ze nie bedzie niczego chowac, ze Mlody ma sie nauczyc nie ruszac i koniec. Efekt byl taki, ze Mlody cos widzial, nie mogl tego nawet dotknac wiec byly histerie, awantury, mnie trafial szlag, bo ciagle slyszalam ze powinnam bardziej go pilnowac, itp. Sprobujcie robic w domu albo kolo siebie cokolwiek i w tym samym czasie nie spuszczac z oka dziecka, ktore jest skrzyzowaniem diabla tasmanskiego i strusia pedziwiatra z kreskowki !!! Poza swoimi 4 scianami poprostu sie nie da.
Ogolnie mowiac umeczylam sie strasznie i juz po samych swietach marzylam o powrocie do domu, szczegolnie ze ten wyjazd mial zupelnie inaczej wygladac - na swieta mial przyjechac tam do mnie K. albo dojechac najpozniej w drugi dzien swiat i mielismy jechac do niego na 3-4 dni, potem wrocic do moich znajomych na sylwestra albo spedzic u mnie. Nadal nie wiem co sie z nim stalo... Mlodego mial zabrac po swietach na kilka dni tata - bez komentarza, bo mnie szlag trafi.
Podsumowujac - wszystko bylo nie tak jak mialo byc, ale coz zrobic, zyje sie dalej :))
Wrocilismy. Rozkoszuje sie cisza, spokojem, porzadkiem i czystoscia. Nigdy nie przypuszczalam, ze dojdzie do tego, ze bede mogla okreslic sie jako osoba uwielbiajaca czystosc i porzadek w swoim otoczeniu ( jakkolwiek jest to mozliwe, gdy jest sie mama 4 latka) - ale o tym w nastepnym wpisie :))
Ostatnich 10 dni minelo troche inaczej niz bylo zaplanowane, bo K. wcielo zupelnie, wiec kij mu w krzyz. Ogolnie mowiac nie moglam sie doczekac powrotu do domu, ale o tym tez w nastepnej notce.
A bylo juz tak fajnie, powoli zaczynalam wierzyc, ze wreszcie spotkalam normalnego szczerego mezczyzne, z ktorym moge byc szczesliwa, ktoremu na mnie zalezy i ktory troszczy sie o mnie. Ktory powaznie o mnie mysli i dawal mi nadzieje na normalne szczesliwe zycie.
I nagle z dnia na dzien, bez zadnego ostrzezenia, bez zadnych wyjasnien kompletna cisza, zero odzewu.Jeszcze we wtorek rano bylo wszystko dobrze, kawka, rozmowa - ze zadzwoni przed praca,pogadamy o okresie swiatecznym - kiedy i gdzie bedziemy, ze postara sie przyjechac wieczorem po pracy. Buziak, do zobaczenia, uwazaj na siebie i pojechal.Mialam zajety dzien, bylam niewyspana, wiec nie zwrocilam uwagi, ze nie napisal ze dojechal do domu, ze nie zadzwonil przed praca ani na przerwie, a potem padlam wczesnie spac. W srode kolo poludnia zaczela mnie zastanawiac ta cisza, zaczelam myslec ze moze cos sie stalo - nie odbieral, nie odpisywal. Bardzo mnie to zaskoczylo, ale nie to nie - czeka mnie podroz i skupilam sie na tym. W czwartek nadal glucha cisza - juz na serio balam sie ze cos powaznego sie stalo. Ale zauwazylam, ze byl na necie...
Poczulam sie jak kretynka - ja sie martwie, a on poprostu postanowil olac mnie bez slowa, bez zadnych wyjasnien. Jednego dnia cud, miod i orzeszki, a nastepnego nie ma nawet odwagi napisac smsa, ze ma mnie w glebokim powazaniu. I to najbardziej boli. A rozmawialismy przeciez, ze najlepiej powiedziec wprost najgorsza prawde, niz klamac i sciemniac. To on snul plany dotyczace naszej trojki, pierwszy wychodzil z jakimis propozycjami, ja wolalam byc ostrozna, powoli isc do przodu i kiedy nabralam pewnosci, ze ja tez tego chce, to on zniknal bez slowa...
Czuje rozczarowanie, zal, wscieklosc i mam pretensje do siebie samej, ze poprostu odwazylam sie uwierzyc, ze spotkalam wreszcie normalnego faceta.
Weekend bez dziecka powoli dobiega konca, za godzine potworek wroci do domu i bedzie mi skutecznie podnosil cisnienie. Dobrze mi zrobil ten czas sam na sam z wlasnymi myslami i w swietym spokoju. Nawet wyspalam sie, chociaz chyba ze 2 razy w nocy obudzilam sie - coz kwestia przyzwyczajenia. Przyjemnie bylo rano wstac wtedy kiedy chce a nie kiedy musze, spokojnie zrobic kawe i ja wypic. Poprostu dobrze czasem odpoczac od ciaglych jekow, marudzenia, wycia bez powodu i awantur niewiadomo o co.
A rano bardzo wczesna pobudka bo na 9ta mamy byc w szpitalu u pediatry, zeby zdiagnozowac czemu Mlody jest jaki jest i jak mu pomoc. We wtorek za to ja ide do lekarza z moja lewa reka, a konkretnie z guzem na nadgarstku - strasznie sie boje, bo pewnie czeka mnie operacja. Mam nadzieje, ze skonczy sie tylko na operacji, a nie na czyms powazniejszym... A w srode wyczekiwany wyjazd na swieta :)))
Tak wiec czeka mnie spokojny samotny weekend - dziecko od sobotniego popoludnia z ojcem, a ja sama z ksiazka/laptopem i butelka wina, a raczej tym co w niej zostalo. Mam jeszcze opcje umowienia sie ze znajomym i wyjscia do pubu na piwo, aleK. jak to uslyszal to marudzil, ze ledwo wyjechal, a ja juz z jakimis facetami na piwo chce wychodzic :D Chetnie bym zostala i poczekala na niego, ale po 5 dniowym kursie autem na trasie UK-PL-UK to on sie nawet do rozmowy nie bedzie nadawal :P
Ojciec mojego dziecka poprosil dzis o mozliwosc zabrania Mlodego w pierwszy lub drugi dzien swiat na kilka dni, wiec nie dosc ze czeka mnie wyjazd to jeszcze czesc tego wyjazdu spedze bez dziecka - chyba mnie sie w glowie popie..... tzn pochrzani z nadmiaru swobody :D
Jak mi wszystkie plany wypala, to bede mogla ze spokojnym sumieniem powiedziec, ze jestem szczesliwa i ciesze sie, ze znalazlam w sobie tyle sily, zeby jakis czas temu zamknac pewien rozdzial mojego zycia i przenigdy do niego nie wracac.
Dziecko, pogoda i cala reszta doprowadza mnie ostatnio do szalu !!!
K. zakomunikowal mi wczoraj, ze dzis wyjezdza do PL na pogrzeb i wraca w weekend, a dzis nie raczyl sie nawet odezwac - mezczyzni sa gorsi niz dzieci... Mam focha i szybko nie dam sie przeprosic.
Ojciec mojego dziecka poinformowal mnie w ostatni piatek, ze chce Mlodego zabrac na nastepny weekend. Jako ze komunikujemy sie jedynie poprzez maile, to napisalam mu ze sie zgadzam i zeby sie odezwal zeby uzgodnic szczegoly. I oczywiscie cisza. I oczywiscie moge sie zalozyc, ze odezwie sie w piatek na ostatnia chwile, a ja zostane z reka w nocniku, bo przeciez nic nie moge zaplanowac wczesniej, a w piatek to juz se moge wsadzic gleboko planowanie weekendu. Tak wiec juz w tej chwili moge sobie zaplanowac sobote i niedziele ze scierka i odkurzaczem + robienie bigosu na swieta + w przerwach wylegiwanie sie w lozku. A mialo byc tak pieknie - dziecko u tatusia, po mnie przyjezdza K., jedziemy do niego i spedzamy upojny weekend we dwoje... Taaaa moge sobie pomarzyc, ze wkoncu poczuje sie kobieta, a nie tylko matka i sprzataczka.
Jakby nie patrzec to nastepne 7 dni zapowiadaja sie do dupy (sytuacje uratuje fakt pozbycie sie potomka i 1 przespana w calosci noc + wylegiwanie sie w lozku do bolu, ale jeszcze sie nie nastawiam, bo znajac moje szczescie to nic z tego nie wyjdzie). Czyli ogolnie przez nastepne 7 dni radze schodzic mi z drogi, bo gryze. A w nastepna srode wybywamy na swieta na cale 10 dni, pewnie bede sie uzerac z Mlodym bardziej niz w domu, ale przynajmniej nie sama :D
Tak poza tym, to moje dziecko jest zle, okropne i mam ochote wystawic go na eBay za 0,99p !!! A tak wogole to jest cwaniak, bo najpierw mnie wpienia, a potem przytula i udaje kochane grzeczne dziecko. No i oczywiscie nie chce gadac, co wpienia mnie jeszcze bardziej, musi wszystko robic sam i doprowadza mnie do bialej goraczki, bo ja swoje, a on swoje...
Chyba jutro sie zresetuje wypijajac caly alkohol ktory mam w lodowce !!!
Moje stare zycie to zamkniety rozdzial, dlatego skasowalam wszystkie wpisy z ostatnich 5 lat - nie chce do tego wracac, nie chce zeby gdziekolwiek poza moimi wspomnieniami byl o tym slad.
W moim zyciu jest nowa osoba. Zaskoczylo mnie to z dnia na dzien, narazie nie chce zapeszac wiec nic wiecej nie powiem. Boje sie jak cholera, ale jest mi dobrze i chyba jestem szczesliwa :)